Tragiczna śmierć pierwszego medalisty

Los zaskoczył go równie boleśnie, jak on rywali ciosem z prawej ręki. Stanisław Dragan, pierwszy medalista olimpijski z Nowej Huty, zginął podczas przycinania gałęzi.

„Będę miał dla ciebie skwarki” – to były ostatnie słowa, które od Dragana usłyszała przyjaciółka Barbara Ślizowska. Właśnie wracali ze wspólnego wyjazdu małopolskich olimpijczyków. Ona do Prokocimia, on – do Nowej Huty. W maju, na imieninach Dragana, zawsze zajadali się skwarkami. Mieli taką „niezdrową” tradycję.

Imieniny przyjaciela obchodziła w żałobie. Kilka dni po wyjeździe, 21 kwietnia 2007 roku, przyszła szokująca wiadomość: „Staszek” nie żyje. Przycinał gałęzie przy domku letniskowym w Kasince Małej. Nagle spadł z pięciometrowej skarpy i uderzył głową w mur. Nie miał szans. Jego grób znajduje się w alei zasłużonych na cmentarzu Rakowickim.

Bokser i gimnastyczka poznali się w 1968 roku w Meksyku. Ślizowska wtedy była trenerką, Dragan wywalczył brązowy medal w kategorii półciężkiej (81 kilogramów).

Mówiło się, że nie ma talentu. Długo był w cieniu Zbigniewa Pietrzykowskiego, ale dzięki niesamowitej determinacji w końcu stał się jednym z liderów w drużynie Feliksa Stamma.

Marian Kasprzyk, mistrz olimpijski z Tokio, wołał na Dragana „Kołek”, bo w ringu był bardzo sztywny. Miał jednak niesamowitą wytrzymałość i nokautujące ciosy z prawej ręki. Były jego znakiem rozpoznawczym, podobnie jak łysina.

– Miał to „pieprznięcie” – wspomina Artur T. Kowalski, działacz, syn znanego pięściarza Teofila Kowalskiego.

– Ojciec dużo o nim opowiadał, ale długo nie mogłem go poznać osobiście. Nasze drogi zeszły się w 2000 roku, gdy kłopoty ekonomiczne doprowadziły do zawieszenia sekcji bokserskiej Wisły – mówi dyrektor turnieju O Złotą Rękawicę Wisły.

Niedługo później Dragan zastąpił Wojciecha Gorczycę w roli prezesa Małopolskiego Związku Bokserskiego. Kowalski został jego prawą ręką i „robił szum” – był odpowiedzialny za promocję i marketing.

Otwierał drzwi

Obaj byli skorpionami, często upartymi, ale zawsze potrafili się porozumieć. – Po wysłuchaniu argumentów zawsze przyznawał rację. Był bardzo logicznym człowiekiem – podkreśla Kowalski.

Mówi, że wokół Dragana kręcili się czasem „dziwni ludzie, którzy mamili go tanimi metodami”. On jednak, jak podczas treningów i walk, stawiał na pracę. Wiedział, że bez niej nie ma efektów.

Był przedsiębiorcą. Razem z nieżyjącą dziś żoną, prowadzili przy placu Centralnym zakład krawiecki. Na ubraniach, szyli głównie garnitury komunijne, była naszywka marki „Dragan”. Część tego, co zarobił, rozdawał innym, ale specjalnie się tym nie chwalił. – Dopiero będąc na miejscu, ujrzałam ściany obwieszone dyplomami z podziękowaniami od domów dziecka i różnych instytucji za przekazywanie ubrań i wsparcie finansowe – mówiła na łamach „Dziennika Polskiego” profesor Halina Izdebska z Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie.

Boks amatorski cierpi na niedofinansowanie, nie lepiej było na początku stulecia. Dragan, razem z Lucjanem Trelą – byli jak papużki-nierozłączki – żałowali, że „pożera ich boks zawodowy”.

– Zdarzało się, że z emerytury olimpijskiej dopłacał do czynszu siedziby MZB – nie kryje Kowalski. To nie zawsze miało się podobać jego żonie. Podobnie jak przetrzymywanie związkowych dokumentów w siedzibie zakładu. Pasja męża jednak zwyciężała.

– Otwierał drzwi. Gdy trzeba było coś załatwić, można było liczyć na Staszka – podkreśla Kowalski.

Ślizowska potwierdza te słowa. – Był bardzo obrotny – dodaje.

Nowohucianin z wyboru


Dragan był dżentelmenem, lubił życie towarzyskie. Często można go było spotkać w słynnej restauracji „Stylowa” w Nowej Hucie. Sprawami Hutnika żył nawet po zakończeniu kariery i interesował go nie tylko boks.

– Pamiętam, jak po spadku piłkarzy z ekstraklasy poszliśmy na wódkę do „Stylowej”. Długo siedzieliśmy, a kolejnego dnia jechał na turniej do Wielkopolski – wspomina dziennikarz Bogdan Przybyło.

– Piliśmy całą noc, choć knajpa oficjalnie powinna być zamknięta o 23. Nie zrobili tego, bo był w niej Staszek, na czym skorzystali inni bywalcy. O 5 rano stwierdził, że kończymy, bo jedzie do Swarzędza w Wielkopolsce, gdzie Jerzy Kulej prowadzi turniej. O 6 miał pociąg, pojechał się wykąpać do domu, ale zdążył – dodaje.

Stanisław Dragan urodził się 21 listopada 1941 roku w Sadkowej Górze pod Mielcem. Największe sukcesy odnosił w barwach Hutnika. Oprócz brązowego medalu olimpijskiego zdobył sześć tytułów mistrza Polski i jeden wicemistrza. W reprezentacji wystąpił 15 razy – wygrał dziewięć walk, jedną zremisował i pięć przegrał. Od kilku lat w Krakowie jest organizowany memoriał jego imienia. Jeden z synów Dragana – Jacek – jest znanym kardiologiem.


Materiały i zdjęcia: Artur T. Kowalski
Autor tekstu: Michał Knura

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *